
Jaki był ten dzień? Co darował, co wziął? Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno? Jaki był ten dzień? Czy coś zmienił czy nie? Czy był tylko nadzieją na dobre i złe?
Turbo, 1985
A jaki był ten rok?
Działy się rzeczy dobre, działy się rzeczy złe. Ciężko narzekać na nudę 😉
Blog jest podróżniczy, więc na tym głównie się skupmy. Pierwszy wyjazd uskuteczniłam w marcu i było to wyczekane od lat święto Patryka w Dublinie ❤ (wpis o Irlandii). Od gimnazjum marzył mi się taki wypad, nic więc dziwnego, że obrósł w zbyt duże oczekiwania w mojej głowie, którym ciężko było sprostać, ale i tak okazał się naprawdę fajny 🙂 Przy okazji poznałam świetnych ludzi ❤
Po powrocie od razu kilkudniowa wycieczka z plecakiem po górach z przyjaciółką (wpis o Beskidzie Śląskim) – także dalej w podróży 🙂
A skoro podsumowujemy rok 2024, to pierwszy raz zdarzyło mi się spróbować… latania 😀 Czyli kilka minut w tunelu aerodynamicznym FlySpot. Fajna zabawa, ciekawe przeżycie – polecam 😉


Kolejny wypad? Przełom kwietnia i maja w Rzymie, do którego zabrałam swoich rodziców (wpis o Rzymie). Nie dość, że pierwszy raz byłam w Rzymie i Neapolu, a nawet generalnie we Włoszech, to jeszcze na wycieczkę wyciągnęłam moją rodzinę – czy to nie wspaniałe wspomnienie? ❤


Prosto z Rzymu poleciałam do Pragi, a choć byłam już kiedyś w Czechach, to nie miałam okazji wcześniej zwiedzić stolicy. Zasadniczo tym razem również nie byłam tam zwiedzać, a przebiec swój pierwszy w życiu maraton (sic!), co na pewno mogę uznać za pewne życiowe osiągnięcie, bo dotarłam do mety 🙂 Krótką relację z tej przygody znajdziecie pod koniec wpisu o Rzymie.
A jak już mówimy o osiągnięciach biegowych, to wcześniej, bodaj w lutym, wzięłam udział w evencie zwanym Everest Run, czyli wbieganie po schodach wieżowca Skyliner w Warszawie. Nigdy wcześniej nie próbowałam takiej formy aktywności. I może nie wbiegłam na Everest (wbiegnięcie 55 razy), ale powyżej Mont Blanc, bo zaliczyłam wysokość wieżowca 30 razy 🙂 Szczerze mówiąc potem dopadło mnie przeziębienie i dreszcze, więc nie mam do siebie żadnych pretensji 😀 Uważam ten event za jedno z ciekawszych osiągnięć, zupełnie nieznane mi wydanie biegania 😉

Włochy rozpoczęły kumulację wyjazdów. Pod koniec maja udałam się pierwszy raz w życiu do Ameryki, a konkretnie Południowej. Moim głównym celem podróży była Boliwia, z zakończeniem wyjazdu dwudniowym pobytem w Peru (udało mi się dotrzeć do sławnego Machu Picchu!). Cała impreza to jedyne dwa tygodnie, ale jakże intensywne! Podczas tej właśnie podróży pobiłam również swój dotychczasowy rekord wysokości wędrówki górskiej, zdobywając Chacaltayę (powyżej 5400 m n.p.m.). Ameryka to absolutnie fascynująca wyprawa, o której aktualnie właśnie dla Was piszę 😉 Dodam, że zdarzyło mi się skorzystać z opcji couchsurfingu zarówno w Boliwii, jak i Peru! A w drodze do Boliwii spędziłam również sporą część dnia w Hiszpanii, a konkretnie Madrycie.


Kumulacja trwała, zatem nie powinno nikogo zaskoczyć, że niedługo później, bo pod koniec czerwca, znalazłam się w Czarnogórze. Z moją ukochaną siostrą ❤ Wynajęłam samochód i spędziłyśmy intensywne kilka dni w przepięknym kraju łączącym wodę z górami. Szkoda tylko, że było tak gorąco! 😀 O tej podróży jak najbardziej również Wam napiszę, mam z niej nazbieranych mnóstwo anegdot 😉 Z pewnością był to przepiękny czas, który na długo pozostanie w mojej pamięci ❤


To jak tam podróżniczo dalej? Ano długo, długo nic. Kontuzja stopy uniemożliwiła mi nawet chodzenie po naszym polskich górkach, a przez miesiące wręcz spacery po parku były skrajnie bolesne. No cóż, zdarza się najlepszym!
Po półrocznej przerwie miałam już jednak tak dość, że w grudniu wybrałam się na Maltę. Czemu tam? Nie wiem 😀 Nie chciałam miejsca z ogromem pięknych gór, po których nie będę w stanie chodzić. Miał to być krótki, relaksacyjny wypad, podczas którego z resztą, na Gozo, wypożyczyłam rower elektryczny (jechałam na takim sprzęcie pierwszy raz w życiu) i zwiedzałam wyspę takim właśnie sposobem 🙂 Przy okazji pierwszy raz spróbowałam snorkelingu ❤


Poza podróżniczym aspektem, w zeszłym roku wydana została książka, do której tworzyłam ilustracje, z czego jestem mega dumna ❤ Jest to naprawdę poruszająca opowieść o bezdomności, inspirowana faktami z życia znajomego autora, a poza ilustracjami miałam również swój udział w researchu, odwiedzając wcześniej wraz z Marcinem Halskim Włocławek, czyli miasto, w którym dzieje się akcja powieści „Bezdomność all inclusive„. Polecam Wam książkę, szczególnie w formie papierowej, bo wtedy odnajdziecie w jej wnętrzu moje ilustracje 😉
To jaki był ten rok?
Nierówny. Ale przecież to jest ok 😉 Miał swoje piękne momenty, miał epizody trudne i bolesne. Ostatecznie zapewnił mi ogrom wspomnień oraz doświadczeń, a to zawsze się ceni. Żegnam więc rok 2024 wewnętrznie bogatsza, mam nadzieję, że Wy również! Pozdrawiam 🙂



Dodaj komentarz