
Jesteśmy już za połową roku 2026, a ja dopiero się obudziłam z podsumowaniem poprzedniego 🙁 Niestety, ale jest to pokłosie ogromnych problemów zdrowotnych, z którymi mierzę się właśnie od ponad roku… Nie będę się zagłębiać w szczegóły, proszę Was tylko o nieco wyrozumiałości 🙂
Podróżniczo rok 2025 zaczęłam od szukania zorzy w Norwegii (W pogoni za zorzą). Lutowy wypad na daleką północ przyniósł mi dużo radości i zaskakujących przygód, obfitował w atrakcje (jak prowadzenie zaprzęgu psiego!), piękną naturę i zwierzaki (nawet renifery!) <3 Samą zorzę zaobserwować się udało, nawet kilkukrotnie, niemniej to nie ona ostatecznie zapisała się we mnie najwyraźniej. Kiedy myślę o tym wyjeździe, zdecydowanie nie zorza pierwsza przychodzi mi do głowy 😀 Więcej możecie dowiedzieć się we wspomnianym wyżej wpisie 😉 Wyjazd był krótki, ale bardzo intensywny.



Niedługo po powrocie z Tromsø gwałtownie dopadły mnie problemy zdrowotne, co rzutowało na całą resztę roku (i dłużej, bo wciąż ma to ogromny wpływ na moje życie), ale nie poddałam się całkowicie. Nie mogłam szaleć na skalę, na jaką bym miała ochotę, ale wciąż nie zdecydowałam się całkowicie odpuścić 🙂
Majówkę spędziłam na mojej ukochanej Islandii, odwiedzając ponownie tę Krainę Ognia i Lodu. Wyjazd zaplanowałam w zgodzie z moim stanem, czyli zupełnie na spokojnie. Odwiedziłam przyjaciela, którego poznałam podczas poprzedniej podróży na tę wyspę (Upały? To ja uciekam! PART 1., Upały? To ja uciekam! PART 2.) i spędziłam z nim czas, przemierzając kraj od Reykjavíku do Akureyri i z powrotem 😀 Odwiedziliśmy jego przyjaciół, obserwowaliśmy maskonury i piękne krajobrazy Islandii, do tego spotkałam się z moim znajomym, z którym zwiedzałam Irlandię (Zielono mi… i spokojnie PART 1.), by razem popłynąć na poszukiwanie wielorybów (nawet udało się parę ogonków zobaczyć :D), a ostatecznie zaskoczyła mnie zorza tak intensywna, że poleciała mi łezka wzruszenia <3 Leciałam w lutym do Norwegii po zorzę, tymczasem w maju na Islandii, zupełnie niespodziewanie, doświadczyłam tego zjawiska z dużo większym impetem, takie to życie przewrotne 😉 Chociaż przyznam, że najbardziej efektowny moment tego zjawiska złapał mnie pod prysznicem i oglądałam je z mokrą głową 😀
Z tego wyjazdu wpisu nie ma i nie będzie, był towarzyski i spokojny, do kraju, o którym już Wam opowiedziałam, więc pozwolę sobie tutaj dać Wam troszkę więcej zdjęć z tej wycieczki. Z ciekawostek – gdyby nie ten wyjazd, nie poznałabym mojej drugiej połówki 😉
Kolejna wyprawa, dla której również nie przewiduję wpisu, to Boże Ciało, które spędziłam z moim przyjacielem w Saksońskiej (Saskiej) Szwajcarii, czyli w górach na granicy Niemiec i Czech. Miejsce to obfituje w niesamowite formacje skalne <3 Na kwaterce mieliśmy prywatną mikro saunę na podczerwień, co dla mnie jest fantastyczną opcją 😀 Dni były gorące, ale bez przesady, a trasy na konkretne dni dobieraliśmy dość spontanicznie, spacerując po szlakach i napawając się pięknej okolicznej natury. Zdecydowanie polecam to miejsce, nadaje się idealnie na relaksujący wypad w ciekawe, a niezbyt wymagające góry 🙂 I chociaż podróż moim wspaniałym seico dała nam się we znaki, ze względu na temperaturę (brak klimy w mojej srebrnej strzale zawsze latem stanowi niemały problem :(), niczego nie żałuję! Podczas tej wyprawy przeżyłam też pierwsze w swoim życiu ukąszenie kleszcza, a już dwa tygodnie później miałam rumień i leczyłam się na boreliozę, takie moje szczęście 😀




Na przełomie października i listopada przyszedł czas na długo wyczekiwaną wyprawę, która miała odbyć się już dawno. Moja pierwsza podróż do Azji <3 Właśnie tworzę dla Was wpis na ten temat (chociaż trochę mi to zajmie :D), więc nie będę się mocno rozpisywać, ale mowa o trzech tygodniach (najdłuższa wycieczka w moim życiu) w Tajlandii i Laosie (o którym marzyłam od czasów szkoły podstawowej) <3
W podróż zabrałam dwoje znajomych, a projekt całego przedsięwzięcia był wybitnie intensywny, jednak niesamowicie atrakcyjny 🙂 Standardowo, przygotowałam excela, rozplanowałam miasta, miasteczka, wycieczki i środki transportu. Więcej dowiecie się z osobnej relacji, kiedy ją skończę 😉 Dość powiedzieć, że klimat Azji pod kątem pogody nie przypadł mi zupełnie do gustu (czego się spodziewałam, jako że fatalnie znoszę wysokie temperatury), ale klimat Azji pod kątem natury i świątyń – wspaniały! Mały teaser zdjęciowy, żeby Was zachęcić do odwiedzenia wpisu, kiedy się pojawi 😉






Całości podróżniczego aspektu roku 2025 dopełniła wycieczka z moim facetem do Egiptu 😀 Do tej pory odwiedziłam ten kraj raz, ale przy okazji nurkowego safari na Morzu Czerwonym, więc lądowej części nie widziałam, a zdecydowanie jest tam co zwiedzać! Tym razem, zupełnie inaczej niż zazwyczaj, wybrałam opcję wycieczki zorganizowanej, a to dlatego, że chciałam skorzystać z rejsu po Nilu, który umożliwił nam zwiedzenie wielu części Egiptu podczas jednej podróży 🙂 Na trasie znalazły się m.in. Hurghada, Piramidy i Sfinks w Gizie, Wielkie Muzeum Egipskie, Karnak, Luksor, Dolina Królów, Świątynia Hatszepsut, Edfu, Abu Simbel, Tama Asuańska i File. Z powodu wybrania oferty biura podróży, o tej wyprawie również nie będzie wpisu na blogu, ale zamieściłam już post na moim Instagramie, jeśli jesteście ciekawi – sporo tam fotek (konto zalisimogonem_pomapie, link do konta w zakładce Kontakt) 😉 W końcu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że odwiedziłam ten kraj!





Tak oto podróże 2025 się zakończyły. W sumie nie było ich aż tak mało, jak mi się zdawało 😀 Kosztowały mnie sporo zmagań z powodu zdrowia, ale dały szczęście i ucieczkę, której potrzebowałam <3 Ostatecznie na pewno na brak wrażeń narzekać nie mogę 🙂
Mam nadzieję, że Wasz rok 2025 również był ciekawy i owocny 🙂 Pamiętajcie – nie można się poddawać! A do opisania z powyższych pozostała mi już tylko wielka podróż azjatycka, wyczekujcie! <3

















Dodaj komentarz